Historia przedinternetowa

Historia przedinternetowa

wg Konstantego Jerzego Michalskiego i Macieja Kamińskiego.

Pierwszych ludzi na terenie Wysp Valhalli możemy upatrywać około 17 000 r. p. n. e., były to jedynie migracje z terenów Nordaty ku Sarmatoazji. O ich obecności wiemy dzięki wykopaliskom z okolic Bałdaraszu, Nowej Auterry i Portu Arthurbergu. Jednakże, pomimo zakrojonych na wielką skalę badań szczątków ludzkich, nie udało się znaleźć jakichkolwiek śladów obecności człowieka od około 15 000 r. p. n. e. do 12 000 r. p. n. e. Zapewne ludy dotarły w tym okresie czasu na zachód, do Sarmatoazji, na co wskazują kolejne poszlaki.

W okresie około tysiąca lat – od około 12 500 r. p. n.e, aż do 11 500 r. p. n. e. nastąpiło znaczące ochłodzenie klimatu, które szczególnie dotknęło Sarmację. Dwa ludy, a dokładniej ich cząstki – Sarmaci i Teutoni, którzy już gościli wcześniej na terenie Bialenii, powrócili na nasze ziemie, poprzez zamarznięte Morze Gellońskie. Ta trzecia już epoka lodowcowa, była – choć krótka, niezwykle dotkliwa, gdyż średnia roczna naszych temperatur, co wiemy z badań na lodowcu anatolijskim, która jeszcze w pełni nie osiągnęła poziomu sprzed tejże epoki lodowcowej, wahała się od 16 do 19 stopni Celsjusza. Mimo wszystko – Teutoni i Sarmaci przybyli do nas “szukać lepszego żywota”.

Po pięciuset latach “okresu przejściowego” nastąpił ciepły interglacjał, który pozwolił na osiedlenie się naszym Sarmatom i Teutonom na stałe, jak i na rozwój rolnictwa. Powstały trzy państwowości (lecz wpierw miasta-państwa) – dwie założone przez Sarmatów – Dlet (ob. Derba, dzielnica Topolna) i Reuh (ob. Działkowo) oraz jedna założona przez Teutonów – Fydgall (ob. Rybaki). Sarmackie państwowości walczyły z Teutonami.

Pierwsza ich wojna jest też najstarszą wojną mikroświata. Znana jest jako “I wojna o Numbres”. Rozgrywała się około 8-9 pokoleń przed powstaniem jakichkolwiek źródeł pisanych. W ówczesnych państwach bardzo wyraźny był wciąż podział na plemiona, z których każde miało własnego, mocno niezależnego władcę. Przyczyną wojny, zgodnie z późniejszymi podaniami, były religijne – chodziło bowiem o obsadzanie kapłanów w świętym dla obu nacji mieście na północy Bialenii. Każda strona liczyła sobie po trzy plemiona. Z uwagi na nieprzestrzeganie ustaleń strategicznych przez swoich wodzów, przegrała zdecydowanie strona teutońska.

Dzięki pismu klinowemu, które powstało około 10 000 r. p. n. e., dowiedzieliśmy się wielu informacji. Ciągły pat “na froncie” wymógł tak szybki postęp techniczny, dzięki któremu opracowaliśmy pismo na sześć tysięcy lat przed naszym pierwszym naśladowcą – plemionami Al Rajnu.

Religie, a dokładniej panteony bóstw naszych pre-Bialeńczyków również były niezwykle rozbudowane jak na czasy – dla wszystkich – epoki kamienia łupanego. Głównymi bóstwami byli Idon – wszechwładny bóg, stworzyciel świata, Nifel – bogini zmarłych i Yggdral – bóg podziemi i piekieł. Obie religie – teutońska i sarmacka po krótkim czasie połączyły się i pomimo nienawiści między narodami, spajały je.

Pomimo niezwykle szybkiego rozwoju i ciepłego interglacjału, klimat ponownie gwałtownie się ochłodził. Klęski głodu, powodzie i inne katastrofy dotknęły cywilizację i drastycznie zmniejszyły populację. Wtedy też nastał czas “mrocznych wieków” kiedy to ludność sarmacka i teutońska (lecz coraz bardziej mieszająca się) zapomniała pisma, obróbki brązu i innych wielkich osiągnięć technicznych I kultury Bialeńskiej. Część ludności uciekła do wygnanych z północy osiedlających się w Jahołdajewszczyźnie, a reszta w większości do Pomorza i na przyszłą Pustynię Bengazijską. Nie wiemy o tym okresie zbyt wiele, jednak rolnictwo w okrojonej formie zapewne przetrwało dzięki pre-Jahołdom. Panteon bóstw został jednak z czasem zapomniany.

Na Pomorzu, w Bengazji i Jahołdajewszczyźnie odrodziła się się cywilizacja około 4 tyś. lat p. n. e., kiedy to wynaleziono powtórnie pismo. Na południu Bialenii znaleziono ślady po miastach w okolicach Nowej Auterry i Starego Klume, były więc to główne aglomeracje nowej cywilizacji, obok osad ludzkich nieopodal Bałdareszu i doliny bengazijskich rzek, gdzie znajdowała się istna metropolia tamtej epoki  – Urno. Wynaleziono tam nawet asfalt, którym wylewano chodniki. Po około dwóch setkach lat rozpoczął się na dobre handel pomiędzy cywilizacjami, a w okresie następnego tysiąca, do około 2 800 r. p. n. e. trwała kolonizacja najbliższych obszarów. Perstanowie, czyli przodkowie Jahołdów zajęli w znaczącej większości góry, Igdrale – przodkowie Bengazijczyków przejęli całą dolinę Topolówki i rozpoczęli budować tam monumentalne kompleksy świątynne i pałacowe. Pomorzanie natomiast rozpoczęli kolonizację na zachodzie Anatolii i na całym wybrzeżu Ajszaburgii, po uprzednim zasiedleniu Pomorza, głównie jego wybrzeża, gdyż na równinach grasowali nomadzi czyhający na kupców i grabiący okoliczne niewielkie miasta.

Należy również opisać sytuację na Anatolii – powstały tam dwie kolonie które przetrwały najazdy nomadów – Carnuntum i Lumia, która powstała na wybrzeżu wschodniej Anatolii, nieopodal związku plemion żyjących w górach – Ajsenów. Obie z nich miały odegrać ważną rolę w bialeńskiej historii, lecz zainteresujmy się wpierw tą drugą. Panowała tam swoista oligarchia z luźnymi powiązaniami między Lumią, a Starym Klume, które było metropolią. Kolonia jednak coraz bardziej się uniezależniała od macierzy, gdyż najbliższe większe zasoby cyny, której potrzebowano do wytopu brązu, posiadali wrodzy Ajseni, tak więc tworzyła nowe kolonie, na północnym wybrzeżu Anatolii i południowym Gothiki. Toczyła również pierwsze wojny morskie z Carnuntum o panowanie nad północno-zachodnią Anatolią.

Około 2 500 r. p. n. e. mamy  miejsce kilku ważniejszych wydarzeń, mianowicie – Ingolf, władca Igdrali zaatakował w 2496 r. p. n. e. zaatakował i podbił północną Jahołdę – od Orlego Szczytu do dzisiejszego Wyżynna. Zapoczątkowało to kilka wieków nienawiści pomiędzy Igdralami, a Perstanami, którzy coraz skuteczniej odpierali ataki z północy. Lumia usamodzielniła się i ucywilizowała całe wybrzeże Gothiki, natomiast “nomadzi” pomorscy (Rakusi) dzięki wpływom jahołdzkich uchodźców i Pomorzan utworzyli własne państwo na równinach. Nastąpiła również konsolidacja organizmów państwowych – zwłaszcza Igdrali, których władcę zaczęto otaczać czcią, równą bóstwu.

Na 2160 r. p. n. e. datuje się rozpoczęcie wielkiej wojny Pomorzan (a tak naprawdę to kilkanaście mniejszych wojenek)  z Carnuntum której to powodem było zapewne chęć odzyskania władzy nad tą byłą kolonią i jak zawsze w tamtych czasach – religia. Wtedy też po raz pierwszy, choć niechętnie, zastosowano triery – rewolucyjne jak na tamte czasy statki. Ta wojna, a trwała z krótkimi przerwami około 250 lat, a polegała głównie na podjazdach i korsarstwie, a zakończyła się minimalnym zwycięstwem Carnuntijczyków. Miała ona bardzo duży wpływ na Igdrali, którzy zostali odcięci od dostaw żywności z Anatolii, a na tych w pewnej mierze polegali w przypadku nieurodzajów. Zarządzili więc oni wielki najazd na Jahołdę za czasu wielkiego głodu około 2040 r. p. n. e. Dla ułatwienia sobie zadania sprzymierzyli się z plemieniem Maratahów. Pierwszym celem stały się wsie plemienia Selkandów, które Igdrale spustoszyli, biorąc mieszkańców w niewolę. Na wieść o tym w plemieniu Jahołdów pojawił się “prorok” Alopen, który zwiastował rychły koniec świata, gdy Jahołdzi nie usłuchają woli Bożej i nie pójdą za “wysłannikiem Pana”, czyli nim, za morza. To wydarzenie dało początek narodowi (już nie plemieniu) Jahołdów, których ponad trzy tysiące lat później poznaliśmy jako Khmerów. Po podboju obcych dla siebie etnicznie i kulturowo ziem Igdrale nie zdecydowali się na ich bezpośrednią aneksję. Ustanowili jedynie podział na kasty – niewolniczą Selkandów, zarządczą i “średnią” Maratahów oraz “pańską” nielicznych osadników igdralskich. W ten sposób zaczęło się kształtowanie także i tych plemion jako narodów, wprawdzie blisko spokrewnionych, ale wyznających zupełnie różne filozofie życiowe. Selkandowie preferowali postawę spokojną, życzliwą i pracowitą, zaś Maratahowie stawiali głównie na pomnażanie majątku, posłuszeństwo oraz bierną siłę kolektywu (niezbędną im w kontaktach z “panami” dla utrzymania swojego stanu posiadania).

Około 2010 r. p. n. e. na Gothikę dotarli Jahołdzi. W międzyczasie, trwała tam próba pozyskania dla kolonii tubylców. Lokalni władcy starali się łudzić “dzikusów” perspektywą lepszego życia, oferowali małżeństwa mieszane między Lumijczykami, a tubylcami i tym podobne. Do panteonu lumijskiego przenikł między innymi Goldur, bóg piękna, przedstawiany jako jeździec pozbawiony zbroi, z piękną czupryną i rozwiniętą muskulaturą. Jahołdzi jednak długo nie zagościli w tych okolicach, głównie z powodu obrzydzenia wielobóstwem i praktykami Lumijczyków (sami zaś byli monoteistami). Doskwierały im również liczne podatki, jakimi praktycznie natychmiast zostali obłożeni. Powędrowali po około czterech pokoleniach dalej na północny wschód. Tym razem prowadziło ich kilku “proroków”, którzy z czasem się ze sobą poróżnili. Jedni z nich osiedli w dzisiejszej Kugarii i to oni właśnie zaatakowali ziemie bialeńskie w 1103 r., aczkolwiek prawdopodobnie pomogły im inne grupy Jahołdów. Khmerzy byli też częściowo zasymilowani z kugarskimi tubylcami – o czym świadczą ich zwyczaje (m. in. część nadawanych imion)  i język, różniący się od tego którym władają ostatnie grupki “prawdziwie bialeńskich” Jahołdów, bliższy raczej mowie brodryjskich Tatarów.

Lumijczycy znacząco powiększyli swe terytoria po krótkiej, aczkolwiek krwawej wojnie z Ajsenami około 1760 r. p. n. e., w której “odkryli” (przejęli od nich) żelazo. Pierwotnie służyło ono Ajsenom do tworzenia bransolet i ogółem biżuterii, aczkolwiek po krótkim czasie najeźdźcy odkryli, że jest o wiele bardziej wytrzymałe od brązu, więc można je wykorzystać do tworzenia broni i zbroi. Umożliwiło to Lumii podbicie większości południowo-wschodniej Anatolii. Carnuntijczycy z kolei kolonizowali wybrzeża Wurstlandii i zachodniej Gothiki. Najbardziej wysunięte na północ osady ludzkie odkryte zostały na terenie obecnej Batawii, acz prawdopodobnie były to jedynie przejściowe punkty handlowe. Zasadniczo to na terenie całej Bialenii pojawiły się coraz bardziej zcentralizowane państwa. Carnuntum i Lumia zajęły północny-wschód Bialenii. Powstały dwa państwa dzięki silnym wpływom Idgrali i w przypadku Bastarii – również Lahazydii, która wyodrębniła się od Klume po kryzysie dynastycznym.

Bialenia1500pne.png

W 1487 r. p.n.e. lumijska wyprawa badawcza osiągnęła brzegi Azymutii. Przebadano część zachodniego brzegu wyspy i nie stwierdzono obecności tubylczych ludów. Metropolia podjęła decyzję o stworzeniu tam kolonii. W 1479 r. p.n.e. powstała tam osada Nowa Lumia, jednak po roku została zmieciona z powierzchni ziemi. Jak się okazało, Azymutia jednak była zamieszkana. Nieliczni ocaleni donieśli, iż zagłady nowej kolonii dokonali “wojownicy Słońca, cali lśniący”. Władze Lumii uznały to za rzucone wyzwanie. Spodziewano się przejąć nowy “sekretny dar od bogów”, za jaki uznano technologię, która pozwoliła dokonać nowemu wrogowi takiego ataku. Zebrano sporą armię ochotników i w 1456 r. p.n.e. wysłano wyprawę “karną”, która jednak poniosła klęskę w bitwie. Udało się jednak uzyskać stały przyczółek i odbudować Nową Lumię. Po kilku kolejnych (przegranych) bitwach, Lumijczycy postanowili zmienić taktykę. W 1449 r. p.n.e. odbyła się tzw. “szczwana bitwa”, w której żołnierze z Lumii nawet nie próbowali pobić przeciwników, natomiast skupili się na zaciągnięciu kilku z nich w pułapkę, by pojmać ich i wymusić od nich informacje. Plan ten się częściowo udał. Jeńcy zdecydowanie odmówili jakichkolwiek zeznań, ale Lumijczycy ujrzeli wreszcie ów “dar” – zbroje z tajemniczego, miękkiego i lekkiego materiału, którego jednak ich żelazna broń nie mogła przebić. Był to rodzaj bambusowego papieru. Honorowe zachowanie jednego z jeńców (oficera) – samobójstwo przez samospalenie w swojej zbroi, podsunęło Lumijczykom pomysł. W kolejnym starciu użyli płonących strzał, tym razem bezwzględnie gromiąc swoich wrogów. Ci jednak nie odpuszczali osadnikom ani na chwilę. Po około 50 latach ostatecznie zarzucono projekt kolonizacji tych ziem, jako iż nie odnaleziono tam żadnych cennych zasobów. Nie powiodła się też próba skopiowania technologii lekkich zbroi.

W roku 1214 p. n. e. wyruszyła wielka wyprawa wojenna Bastarów przeciw Numbres. Jej casus belli było wyklęcie z kręgu wyznawców Idona (w owym czasie dość powszechnie uznawany na Bialenii synonim osób godnych miana istoty ludzkiej, bo jak wiemy, Jahołdzi za nich nie byli uważani) króla Ezychiela VI, oficjalnie z powodu oddawana czci Bełdowi – wielkiemu prorokowi Jahołdów. Zapewne chodziło o kłótnie przy winie wielkiego kapłana idonistów, Jemhopa, i króla Bastarów. Dzięki wcześniejszym mariażom, udało się przekonać Idgrali do wspólnego ataku na teokrację Numbres. Wielki kapłan odpowiedział sojuszem z Raetią i Lahazydią oraz zawsze chętnymi na rabunek Rakusami. Bogate państwo na północy wynajęło też najemników z Anatolii. Po serii kilkunastu potyczek na pustyni, zostało zachowane status quo (Bastarowie odnieśli jednak pewien sukces, paląc Śródec w 1207 p.n.e). Jednakże, po uprzednim poborze i pojawieniu się nowego stratega z Bastarii – Sormana, który zastosował nowy szyk tarczowników w decydującej bitwie na przedpolach Numbres, pyrrusową wygraną zmusili sojuszników Jemhopa do odwrotu, a sami zajęli Numbres, po odkupieniu go z rąk najemników obsadzających tamtejsze obwarowania za łupy bitewne. Nie mogli jednak wykorzystać w żaden sposób tego zwycięstwa, gdyż wynajęta przez wielkiego kapłana flota (ponoć warta ofiar zebranych od wyznawców przez 10 lat) spaliła ich stolicę – Menę (ob. Takowo). Tą sytuację wykorzystali Idgrale, zajmując zarówno Bastarię, jak i Numbres, pozostawiając jednak lokalnym mieszkańcom pewne swobody, nauczeni doświadczeniem z ludami z gór. Pozostawili też przy życiu rodzinę królewską Bastarii, jednak trzymali ją w swojej stolicy.

Najszybciej rozwijającym się miastem na Bialenii był wówczas Nilfgaard, kwitnący handlowy ośrodek przygraniczny Lahazydii, mimo ciągłych starć zbrojnych w okolicy i ustawicznego łupienia przez Rakusów. Około 1109 roku p. n. e. został on ogłoszony stolicą. Dynastia królewska Lahazydów wybudowała tam aż pięć linii

umocnień i murów. Nie zniechęciło to jednak koczowników. By zdobyć przechowywane w mieście bogactwa, nauczyli się (po kilku dekadach masakr, jakie przeszli) wykonywać podkopy pod murami. Gdy ukradli insygnia koronacyjne, król Lahazydii ogłosił, że w imię Idona wybije ten naród co do jednego. Zawarł on krótkotrwały sojusz z boczną gałęzią swego rodu, rządzącą w Klume, której obecność nomadów również niezwykle przeszkadzała.

Wojna ta okazała się niezwykle trudna do wygrania. Wprawdzie w starciach zwykle zwyciężali wojownicy ze wschodu, ale trudno było jakoś wykorzystać te zwycięstwa, gdyż państwo Rakusów nie było tak zcentralizowane jak reszta bialeńskich krajów. Po pobiciu armii jakiegoś “satrapy” ten po prostu pakował swój dwór oraz poddanych i uchodził na bezpieczny teren. Na miejscu zostawała garstka ludności rolniczej, która została uprzednio dokładnie obrabowana ze swoich zapasów przez koczowników, więc nie była na nic przydatna zwycięzcom. Jednakże, po blisko pięćdziesięciu latach budowy fortów, zaludniania obcych ziem własnymi osadnikami utrzymującymi przy życiu twierdze i wypierania Rakusów  z ich ojczyzny, w roku 1038 p. n. e. spalono ruchomą stolicę tamtejszego króla i zabito jego samego. Pozostali przy życiu Rakusi uszli do Igdrali i wkrótce słuch o nich zaginął.

W 1012 roku p. n. e. do Sambanafryki wyprawiła się grupa odkrywców, którzy chcieli sprawdzić czy ta ziemia nadaję się do kolonizacji przez Rachię, nowopowstały kraj na Gothice. Po wstępnych oględzinach lokalnej dżungli uznali, iż klimat jest zły dla ludzi i powrócili do Rachii. Na nieszczęście dla całego antycznego świata, przywieźli za sobą szczury, z zapewne dżumą. Nieznana zaraza zbierała wielkie żniwo. Dodatkowo, przez chciwość jednego z  gothijskich urzędników, równocześnie rozpoczęła się (w dzielnicach biedoty) zaraza tyfusu. Co jeszcze gorsze, rachijscy marynarze poroznosili te choroby na bardzo szerokim obszarze, była to Bastaria, Lumia i Raetia. Zaraza panowała przede wszystkim w miastach na wybrzeżach, co jednak dla świeżo powstałego państwa było tragedią, gdyż mieszkało tam 90% jego ludności, w tym niemal wszyscy potomkowie lumijskich kolonistów. Ich macierz również była mocno dotknięta, ale przetrwała ta próbę dzięki osadnikom, którzy zamieszkali na ziemiach Ajsenów. Spowodowało to jednak cofnięcie się pod względem rozwojowym Lumii. Niektóre unikatowe wynalazki przepadły na zawsze. Rolę wiodącego ośrodka na Anatolii przejęło Carnuntum, dzięki temu, że ziemia ta była  w nienajlepszych stosunkach z Lumijczykami (którzy z tego powodu unikali handlu z nią). Dżuma i tyfus niezbyt natomiast zaszkodziła mieszkającym w środku lądu Igdralom i Lahazydom. Po wygaśnięciu choroby około 980 roku p. n. e. Carnuntum wysyłało część populacji do wymarłych siedzib na Gothice. Zastali tam ruiny miast, rządzone przez “królików” z tubylczych ludów gothijskich, których szybko podbili. Nie udało się im jednak podbić Lumii z powodu braku sił, które musieli garnizonować na Gothice. Tubylcy przejęli bowiem dumę od Lumijczyków – i “obcy” nie mogli już sobie rządzić ot tak.

Filozofowie i wynalazcy zaczęli gromadzić się wokół Carnuntum i Nilfgaardu oraz tamtejszych bogatych mecenasów. Dzięki temu, iż po epidemii dżumy rozpoczął się dłuższy okres stabilności na zachodzie Anatolii i wschodzie Bialenii, tworzono najróżniejsze wynalazki. W obu miastach założono z inicjatywy  władców sieci kanalizacyjne i wodociągi, a w Carnuntum nawet ogrzewanie podłogi na okres zimy. Spowodowało to znaczącą przebudowę domów w centrum miasta. Biorąc pod uwagę to, że coraz bardziej brakowało miejsca, budowano dwu-trzy piętrowe kamienice, co powodowało regularne pożary. Jednakże, wymyślenie systemu grzewczego, którego pragnęli również mieszkający na wyższych piętrach, wymogło budowanie wyższych budynków, według schematu – piwnica – ogrzewanie, parter – mieszkalny, pierwsze piętro – ogrzewanie, drugie piętro – mieszkalne etc.

W Carnutum założono w 784 r. p. n. e. Bibliotekę, podobnie uczynili Lahazydzi w Nilfgaardzie 10 lat później. Przechowywane (i z czasem przepisywane) były tam dzieła zapisane tzw. językiem bialeńskim uniwersalnym. Był to ciekawy twór – znaki oznaczały te same pojęcia, ale były one odczytywane różnie, w zależności od lokalnego dialektu. Około roku 680 p. n. e. na dworze Ernesta VII, władcy Carnuntum, pojawił się niejaki Arba z Meny, który zadziwił wszystkich umiejętnością zbudowania pompy i maszyny napędzanej parą. Jego pierwszy wynalazek został wykorzystany w nowopowstałej straży pożarnej, która, pomimo przebudowy większości miasta, ażeby jego budynki były wybudowane z kamienia, nadal miała duże problemy z pożarami (między innymi dlatego, że przebudowa ta nie do końca się udała – prywatnych właścicieli nie było stać na działania na taką skalę, a miasto niechętnie się dokładało). Udało się natomiast znacząco zmniejszyć liczbę ofiar. Za sprawą tego pojawiły się “towarzystwa ubezpieczeniowe” dla ocalonych z tego typu katastrof.

Drugi wynalazek z kolei nie został zapomniany i szybko została wybudowana, mniej mobilna, pompa parowa, która oprócz zastosowaniu w systemie wodociągów, znalazła swoje miejsce w kopalni. Arba spisał swoje odkrycie i wysłał kopie swojego dzieła do każdego miasta posiadającego bibliotekę. Było to niespotykane, gdyż zazwyczaj uczony bialeński musiał być niezwykle posłuszny mecenasowi, więc za swe nieposłuszeństwo został oślepiony, a później, gdy świat nauki o nim zapomniał, stracony publicznie, w wynalazku swojego ucznia, spiżowym byku.

W 624 r. p. n. e. powstało stałe planetarium w Lipionie (ob. Port Arthurberg). Był to pierwszy projekt “ogólnobialeński”, gdyż wybudowany został za pieniądze wyłożone przez wszystkie bialeńskie królestwa, po skutecznej “kampanii” prowadzonej przez ucznia Arby – Jonasza. W tym czasie miały też miejsce kontakty handlowe i naukowe z Surmeńczykami i Scholandczykami, którzy udostępnili Bialeńczykom swe mapy nieba. Bialeńscy medycy wyśmiali wówczas tych surmeńskich, zlecając poetom napisanie karykaturalnych wierszy, wypunktowujących przewagę systemu badania całego ciała nad badaniem tylko chorej części.

Jahołdzi w tym czasie rozprzestrzeniali się po Nordacie, przejmując wielkie terytoria Rohanu. Część z nich pozostała na terenie ob. Kugarii zatraciła wtedy swoją pierwotną tożsamość, dając początek Tatarom. W 560 r. p. n. e. miała miejsce pierwsza fala powrotu Jahołdów na Bialenię. Statki wylądowały wtedy w Menie, którą najeźdźcy spalili i spustoszyli, a następnie wymordowali wszystkich mieszkańców. Miasto wielkiego geniusza nie podniosło się już z upadku. Później istniała tam już tylko osada rybacka. Jednakże szybki kontratak Idgrali i Lahazydów uchronił wybrzeże przed zapaścią. Najeźdźcy mieli bowiem duże zapóźnienie pod względem technicznym. Nie znali maszyn oblężniczych, nie mówiąc nic o przedmiotach żelaznych. Jeńców, kobiety i dzieci osiedlono w Jahołdajewszczyźnie (w rozproszeniu), a ich mniejsze grupki na całej Bialenii. Następny atak Jahołdów nastąpił dopiero w okresie przejściowym między starożytnością, a średniowieczem, około 560 roku.

Około 500 r. p. n. e. wyprawa odkrywcza z Lumii (ale w służbie Klume) dotarła do Hallady i Stoyali. Tereny te nazwali “Marslandią”. Nie przeprowadzono tam jednak choćby prób kolonizacji. Ograniczono się jedynie do odwiedzin w kilku przybrzeżnych wioskach, gdzie Bialeńczycy zostali przez tubylców przyjęci bardzo przyjaźnie. W kronikach odnotowano informację o dziwnej i niezrozumiałej miejscowej mowie.

W roku 184 p. n. e. ziemie bialeńskie, nadal podzielone, najechali Rotryjczycy wraz z Surmeńczykami. W jednej z największych bitew morskich starożytności, która miała miejsce nieopodal Cieśniny Bialeńskiej, gdzie brawurowo bronił się Ernest XII, król Carnuntum, wraz ze swoją flotą 340 okrętów z Lahazydii i ojczyzny, gdyż flota Gothiki i Wurstlandii nie zdążyła przybyć, a statki z Klume i Lumii były już pobite. Po stronie rotryjsko-surmeńskiej znalazło się blisko 400 okrętów, głównie z polis. Pomimo wykorzystania atutów cieśniny, to wrogi admirał – Leoniusz, dzięki sprawnemu manewrowaniu i świetnym morale, oraz wykorzystaniu tak zwanego “surmeńskiego ognia”, pobił nasze siły. Po stronie bialeńskiej ocalało jedynie 40 okrętów.  Rotryjczycy podzielili swoją armię na dwie części. Jedna wylądowała w okolicy dzisiejszego Apfelbaumstadt, a druga – pod Carnuntum. Z powodu braku zapasów, gdy ledwie Rotryjczycy przystąpili do oblężenia, poddano się. Na Bialenii z kolei, padło kolejno Klume i Nilfgaard, odpowiednio w 183 i 180 r. p. n. e. Idgrale widząc całkowitą porażkę sił bialeńskich, złożyli hołd lenny. Gothika i Wurstlandia nie odpowiedziały na wezwanie Lumii do walki i przyjęły ofertę białego pokoju od Imperium Rotriarum. Lumia nie poddała się i dopiero w 176 r. p. n. e. padł ostatni punkt oporu na Valhalli. Jako, że nie ugięła się żądaniom najeźdźców, Rotryjczycy spalili ją doszczętnie, mordując całą ludność.

Najeźdźcy szybko poznali się na pomysłowości Bialeńczyków i postanowili przenieść oryginały (tak się im przynajmniej zdawało, aczkolwiek rękopisy dzieł bialeńskich w przeddzień oblężenia Carnuntum zostały przeniesione do Urna) do Rotrii, ażeby wykorzystać je, z marnym skutkiem. Nie udało im się odtworzyć pompy parowej rękoma ich rzemieślników, podobnie jak systemu ogrzewania budynków. Dopiero po sprowadzeniu bialeńskich mistrzów (i hojnej zapłacie) próba przeszczepienia rozwiązań się powiodła.  Ogółem rządy rotryjskie nie były surowe, wprowadzono jednakże prawodawstwo obowiązujące w całym cesarstwie, alfabet łaciński, który później został dostosowany do języka bialeńskiego i część rozwiązań rotryjskich z zakresu systemu publicznego (m. in. przymusowa zmiana “programu nauczania” prawa i medycyny). Rozsierdziło to zwłaszcza arystokratów-naukowców, przyzwyczajonych do swojej wszechwładzy w kwestiach wiedzy oraz bialeńskiego języka uniwersalnego. Podzielono kraj na ziemie, którymi rządzili prokonsulowie z nadania cesarskiego (tytuł ten był często nadawany dawnym władcom, m. in. dynastii lahazydzkiej).

W roku 134 p. n. e. dwie  mniejsze armie rotryjskie, jedna nadciągająca od Carnuntum, druga od wschodu, rozpoczęły mozolny proces podbijania plemion celtyckich i słowiańskich zamieszkujących pas od Carnuntum aż po Lodowiec Anatolijski. Po początkowych sukcesach, mianowicie budowie fortów w małej odległości, dzięki czemu sygnał z jednego z nich mógł zostać ujrzany z drugiego, nastąpiła druzgocąca klęska pierwszej armii rotryjskiej na Wyżynie Gordonów. Cesarz nakazał kontynuować tą kampanię, więc carnuntijski prokonsul zaczął siłą wcielać tamtejszą bialeńską młodzież. Spotkało się to z buntem, podczas którego potencjalni rekruci poodcinali sobie kciuki u rąk. Większość z nich została pokazowo stracona, a prokonsul zdecydował się zamiast przymusowego poboru wprowadzić nadzwyczajny podatek na najemników (z Gothiki). Pomimo dużych trudności, całe wyspy valhallijskie zostały opanowane w roku 123 p. n. e. Rządy Rotryjczyków poparła głównie ludność będąca do tej pory “drugą kategorią” – Ajseni, Maratahowie i Jahołdzi, a także biedota miejska. Nowy system zapewniał bowiem bezwzględne poszanowanie ich (niewielkich wprawdzie) praw – w teorii. Dodatkowo, na Anatolii nastąpiło przełamanie dominacji dotychczas wszechpotężnych oligarchów.

Po około stu pięćdziesięciu latach względnego spokoju na wyspach bialeńskich, w Cesarstwie Rotryjskim, po ustabilizowaniu granic na Orientyce nastąpił okres dekadencji. Cesarze zmieniali się jak w kalejdoskopie, a każdy chętny na to stanowisko musiał po prostu przekupić Gwardię, by zabiła aktualnego panującego. Było to możliwe dzięki osiągnięciu przez rotryjskie rody względnej równowagi sił. Ciągłe zmiany na tronie cesarskim spowodowały chaos na zdominowanej przez rotryjskie rody Anatolii. W końcu spowodowało to wojnę domową, gdzie jedyną “oazą spokoju” było Carnuntum, z powodu niezwykłych umocnień w porównaniu do reszty miast lokowanych już przez Rotryjczyków. Dodatkowo, z racji stadium rozwoju, które osiągnęło miasto, zbyt wielu ludzi miało do stracenia swoje inwestycje w nie, by któryś zdecydował się wywołać tam zamieszki.

W stosunkowo małym mieście – Kommonii, pojawił się po długiej podróży  po Cesarstwie i Nordacie w roku 40 naszej ery Symeon, młody arystokrata, pragnący wybić się z “tylnego fotela” nowej magnaterii anatolijskiej, do którego zaliczała się jego rodzina. Dzięki fortelowi i przekonaniu do siebie mieszkańców, jakoby był potomkiem samego Ernesta XII i królów Carnuntum, zwerbował do swej armii pierwszych rekrutów. Miejski ratusz zajął, mając realnie pod komendą tylko osiem osób, zastraszając radnych. Dzięki takiemu sposobowi, po około roku pod jego dowództwem stawił się już prawdziwy legion ośmiu tysięcy ludzi. Tą armią udało mu się już podbić zniszczone miasta na zachodzie Anatolii. Przekonał do siebie nawet legiony cesarskie, po uprzednim wtrąceniu do lochu (lub wrzuceniu do lokalnej rzeki) ich centurionów.  Z armią około dwudziestu tysięcy żołnierzy ruszył na Silveris, miasto liczące aż sto tysięcy ludzi. Po niezwykle krótkim oblężeniu (do wody płynącej w akweduktach wlewał regularnie truciznę) zajął je i zamiast splądrować, zwołał wszystkich mężczyzn i wcielił do swojej armii. Po podbiciu większości zachodniej Anatolii, ruszył wraz ze swoją armią na Carnuntum.

Nawet nie próbował na starcie szturmować potężnych murów miasta. Zamiast tego zdecydował się na wojnę informacyjną. Rozpuścił plotki o tym, że bogaci planują wyburzyć biedne dzielnice pod nowe pałace. Plebs zareagował wyjątkowo gwałtownie, ruszając gromadnie na posiadłości zamożnych. Spalił także bibliotekę, gdzie wówczas znajdowały się tylko kopie dokumentów (część z nich ocalała, bo biedni wykorzystali je do łatania dziur w ścianach swoich lepianek, a żołnierze na zlecenie Symeona odzyskali je później). W zaistniałym chaosie nie było problemem zdobyć słabo (w wyniku konieczności tłumienia zamieszek, czym się tylko da) strzeżone obwarowania. Żołnierze Symeona nie interweniowali, dopóki tłum miał co rozkradać. Później stłumił całe zajście bardzo brutalnie (sławne “siedemdziesiąt tysięcy pali”). Większość ocalałych patrycjuszy uciekła z Carnuntum.

W tym czasie na Bialenii działał Racjan, prokonsul nilfgaardzki, z dynastii lahazydzkiej. Mając gromadzony od pokoleń majątek, sfinansował otrucie wszystkich pozostałych bialeńskich prokonsulów. By zachować wiarygodność, otruł też swoich bliskich krewnych (w tym żonę) i sam także wypił minimalną dawkę trucizny, po czym pokazywał się publicznie. Dzięki dawnym mariażom Lahazydów, posiadał prawa sukcesyjne do każdego tronu na Bialenii. Najpierw wykorzystał to w przypadku Klume. O dziwo, miasto i cały region poddał się bez walki, głównie dzięki temu, iż dawna rodzina królewska była znienawidzona przez ludność. Dzięki wojskom z Klume i własnej domeny bardzo szybko zostały zajęte góry, a dalej Pustynia Bengazijska, oraz reszta terytoriów. Na rok 49 n. e. cała Bialenia podporządkowała się dynastii lahazydzkiej.

Dwaj wielcy “mocarze” Valhalli nie mogli długo koegzystować obok siebie. W 64 r. wybuchła oficjalnie wojna. Zapowiadał się bardzo długi bój, bowiem posiadali (po nawiązaniu przez Racjana sojuszu z Wurstlandią, a przez Symeona z Gothicą) niemal identyczne potencjały tak ludzkie, jak i technologiczno-strategiczne. Dzieliła ich jedynie Cieśnina Bialeńska. Przez pierwsze dwa lata żołnierze głównie krążyli wzdłuż wybrzeży. Obie strony oczekiwały bowiem, że przeciwnik spróbuje desantu w którymś ze strategicznych punktów. Tak się jednak nie stało. Zmusiło to obu graczy do zmiany podejścia. Zdecydowali się na ruchy, których nikt by się po nich nie spodziewał. Racjan wysadził desant bezpośrednio przed portem w Carnuntum, zaś Symeon wylądował w tym czasie na terenach Pomorza, skąd ruszył na Nilfgaard, paląc każdą miejscowość po drodze. Gdy jednak bardzo szybko zajęto Carnuntum (port nie był obwarowany) wojska Symeona odmówiły mu posłuszeństwa i nakazały powrót do ojczyzny, natomiast gdy tenże odmówił, został obrabowany, a mniejsze grupy dezerterów wciąż plądrowały okoliczne wioski. Zachował jednak przy sobie część oficerów. Wieść o rabowanej ojczyźnie dotarła również do uszu Racjana, który pozostawił garnizon w Carnuntum i powrócił do Lahazydii. Rozgromił większe grupy dezerterów. Symeon w tym czasie wyzwał go na pojedynek na miecze. Racjan publicznie odmówił, z racji niższego pochodzenia przeciwnika. Nieoficjalnie jednak  stawił się w umówionym miejscu, bez dynastycznych atrybutów. Niespodziewanie – Symeon nie zjawił się w miejscu pojedynku, gdyż został porwany przez chłopa (w większości wsi było obwieszczenie o złapaniu “wroga narodu” wygłaszane przez gońca królewskiego). Później jednak z tej “niewoli” uciekł, wykorzystując podstęp (podobno podał się za krewnego porywcza). W ścisłej tajemnicy Racjan i Symeon stoczyli pojedynek miesiąc później, wynik nie jest znany. Wedle legend równocześnie złamali swoje miecze w tym starciu. Po pojedynku Symeon został osadzony w Nilfgaardzie. Nie był traktowany jak typowy jeniec tamtej epoki, a oficjalna propaganda nazywała go “gościem u Racjana”. Celem takich działań było zapewnienie sprawnego podboju Anatolii. Przejęcie i odnowienie dawnej rotryjskiej administracji na ziemiach Anatolii zachodniej zajęło 5 lat.

Racjan triumfalnie wkroczył do Nilfgaardu ze swoją armią 5 maja 70 r. Był witany jako bohater, a na jego cześć “mieszkańcy” (a tak naprawdę to niewolnicy z plemion słowiańskich) stolicy wybudowali łuk triumfalny i pomnik ku czci władcy. Następnego dnia, pontifex maximus miał zamiar koronować go na princepsa, lecz dumny Racjan sam włożył wieniec laurowy na swoją głowę, powołując tym samym do życia Imperium Bialeńskie. Kapłan nie krył wielkiego zdziwienia, ale pozwolił władcy na ten gest (głównie z powodu losu, jaki czekałby go gdyby nie wydał takowego przyzwolenia). W geście hojności władca wydał mieszkańcom wszystkich miast pod zarządem princepsa ulgę podatkową, jak również zapewnił im darmowy posiłek, w postaci chleba i kawy z mlekiem (sprowadził ją specjalnie z Sambanu, podobno pod wpływem rozmowy z Symeonem). Na wzór surmeński, powstał również amfiteatr (skrytykowany przez stare rody arystokratyczne). Rotria oczywiście ogłosiła go uzurpatorem i skazała zaocznie na śmierć, jednak nie była w stanie nic z tym aktem zrobić. Nawet jej legiony, które zostały na Valhalli przeszły na stronę Racjana, który zagwarantował im ziemię i emeryturę. Princeps nie podejmował już później podbojów, dając nowemu państwu czas na zebranie sił.

Po jego śmierci tron przejął syn, Racjan II, urodzony przed pamiętną wyprawą. Za jego czasów nastąpiły ponowne lokacje dawnych miast rotryjskich na Valhalli oraz przebudowa części bialeńskich. Powstał wtedy tzw. styl bialeński, będący głównie mieszanką budownictwa surmeńskiego oraz rotryjskiego. Jednakże, w przeciwieństwie do inspiracji z południa, nie wykorzystywano u nas mozaik, a jedynie tworzono tradycyjne malowidła naścienne. W roku 83 Racjan II wyruszył na wyprawę, aby podporządkować sobie plemiona celtyckie oraz słowiańskie, jak również niedobitki Rotryjczyków na wschodzie Anatolii. Pomimo początkowych sukcesów, ponownie nie udało się podbić Celtów i Słowian. Jednakże, sukcesy Racjana II były na tyle duże aby zmusić plemiona do składania trybutu. Głównie za ich pomocą, w ostatniej bitwie tej kampanii, pod ruinami Lumii, w roku 86 n. e., pobił ostatnie niezależne siły rotryjskie na Valhalli, kończąc tym samym “okupację”.

Dziesięć lat później Racjan wysłał wyprawę na Helladę i Stoyalię, oficjalnie w celu “wyzwolenia dobrych ludzi spod tyranii Rotrii”. Tak naprawdę, jedynie jedna wyspa, położona najbliżej brzegom Orientyki była zajęta przez dogorywające Cesarstwo. Na północy przyjęto ich przyjaźnie i tubylcy nie stawiali oporów przed podporządkowaniem się Racjanowi II, z kolei na południowych wyspach, gdy przybyli tam bialeńscy żołnierze rozpoczęła się masakra. Nauczeni doświadczeniem walk z Rotryjczykami, złapali valhallijskich legionistów pod dowództwem Joachima Uryjczyka, weterana walk z okresu Racjana I, w pułapkę, a później stracili. Tubylcy świetnie radzili sobie na własnym terytorium, zwłaszcza w lasach, które zajmowały znaczną część archipelagu. Princeps w ramach odwetu spalił Ajor, jedyne miasto wrogich tubylców. Pod sąd w Nilfgaardzie zaocznie postawiono wodza plemion Hellady, Dronysa i wydano na niego wyrok śmierci.

Drugi etap walk rozpoczął się wiosną roku 99. Nowy strateg mianowany przez Racjana II – Dionis Surmenigos, pochodzący z Surmenii odkrył „Historia Militaris” pióra Leoniusza, który po zwycięstwie nad Bialeńczykami zamieszkał w Numbres. Opisał on między innymi metody jakie stosowano pokonując nomadów pomorskich, czy też porażkę Lumijczyków na Azymutii. Nowy dowódca czerpiąc zapewne inspirację z tego tytułu, uznał, iż należy podpalić wszystkie wyspy na których tubylcy stawiali opór, a wtedy opór potrwa co najwyżej do momentu ich śmierci głodowej. Pomysł sprawdził się w rzeczywistości. Walki trwały do lata 99 roku, kiedy to wódz  

Dronys złożył hołd Racjanowi II, jednakże po złożeniu sztandarów, został uwięziony i zlinczowany przez mieszkańców, a później stracony ku uciesze ludu bialeńskiego.

    Chcąc dorównać ojcu, princeps rozpoczął monumentalny projekt, jakim miała być budowa Dolnogradu, pośrodku kompletnej głuszy (obecnej Puszczy Wolnogradzkiej). Wiązało się z tym wiele trudności, m. in. z dostarczaniem żywności, miejscem pod budowę, czy też nieistniejącą infrastrukturą. Znany ze swoich nietuzinkowych metod, Racjan II, ażeby zagwarantować powodzenie projektu zlecił porwanie całej gamy artystów i architektów z Surmenii i Rotrii oraz niejakiego Ordusa z Weerlandu. Uznał bowiem, że nic nie motywuje do pracy bardziej, niż

pragnienie odzyskania w nagrodę wolności. Dodatkowo, zwyczajem ojca, nakazał traktować ofiary z troską i szacunkiem. Jednakże, dzięki tejże mieszance narodowościowej udało się przezwyciężyć większość trudności (choć nie obyło się bez incydentów, które później miejska gawiedź powtarzała jako anegdoty).

Rozwiązując problem żywności wybudowano port na wschodnim wybrzeżu Bialenii, dzisiaj znany jako Apfelbaumstadt. Było to niezbędne, aby transportować zboża z Anatolii, gdzie przetrwały porotryjskie latyfundia, które w zamian za zwolnienie z podatków, “darowywały” princepsowi dużą część zbiorów. Racjan nie byłby jednak sobą, gdyby nie zaczął szukać alternatywnych rozwiązań, “na wszelki wypadek”, dlatego też stworzył plany kolonizacji terenów puszczy wokół Dolnogradu (których jednak nie zaczął za życia realizować). Obok tego, wytyczył sieć dróg (tak zwanych via principalis) łączących nową stolicę ze wszystkimi większymi miastami Imperium na Bialenii.

Aby sprostać budowie wielkiego w zamierzeniu miasta, wybudowano, korzystając z wynalazku Arby – pompy parowej, sieć wodociągów i kanalizacji, które docierały nawet do najwyższych pięter insuli. Podniosło to znacząco poziom higieny i nie zanotowano, aż do najazdu Jahołdów, ani jednej epidemii w mieście. Miasto zostało wybudowano według dwóch głównych traktów, mianowicie – północ-południe oraz zachód-wschód. Najciekawsza była jednak lokalizacja murów miejskich. Racjan II, aby być przeświadczony o wielkości stolicy, nakazał aby z najwyższego piętra jego pałacu nie widać było fortyfikacji. Kolejną zachcianką władcy było wybudowanie całego miasta w marmurze i przyozdobienie go całego w płaskorzeźby oraz malowidła. Jedynie pierwszy projekt doszedł do skutku. W czasach Karola I cierpiano więc na “nadprodukcję” artystów i dopiero pod koniec jego panowania udało się zrealizować plan ojca (opóźnienia były spowodowane wszechobecnym kryzysem gospodarczym).

    Artyści szybko rozpoczęli prace nad wszelkimi formami sztuki, które miały znaleźć się w przyszłej starożytnej metropolii. Racjan zlecił Ingarowi, rzeźbiarzowi z Carnuntum wykonanie kopii słynnej rzeźby przedstawiającej Racjana I (tak zwanego “Racjana z Selutu”), jednakże ze zmianą terminu “rex” na “princeps”. Co ciekawe,  jedynie oryginalna rzeźba zachowała się do dziś. Kopie (liczne) zostały rozkradzione podczas najazdu jahołdzkiego w 650 r. Jako, że miasto było budowane od zera, artyści starali się dopracować każdy szczegół. Na życzenie princepsa malowano nawet stoły znajdujące się w parkach, czy też przyozdabiano płaskorzeźbami szalety publiczne (z których nota bene korzystała jedynie biedota). Do dziś zachowała się złota miska do nabierania wody z fontanny (przypięta łańcuchem).  Podziw wzbudza niezniszczony do dziś pałac Racjana II, w którym możemy po dziś dzień zobaczyć malowidła Marasa z Numbres, czy sklepienie świątyni Idona (jednej z ostatnich wybudowanych) malowane przez Mikała Engela, co ciekawe, jednego z pierwszych Brodyjczyków na ziemiach bialeńskich poświadczonych źródłowo.

Na uwagę zasługują również poeci i pisarze złotego okresu w dziejach literatury starożytnej. Były to ostatnie już chwile, gdy w literaturze przewijał się bialeński uniwersalny, dominowała już zdecydowanie łacinka bialeńska, pojawiały się też słówka-regionalizmy. Zdecydowanie najbardziej znanymi dziełami są Historia Mundi (Historia Świata) pióra Ignacego Peferskiego (chrześcijanina, imigranta z Sarmacji) oraz zbiór wierszy “Ars Magnificati“ (Sztuka wielbienia) autorstwa Ewalda Kośłyka (chłopa z do dziś nieustalonego miejsca na Anatolii). Znane są również listy Bolipiusa do siostrzeńca princepsa – Sefaronika na temat polityki i upadku moralnego społeczeństwa na wszystkich szczeblach, a także krytykę braku działań władzy przeciw chrześcijaństwu. Najciekawsze, do dziś uczone w szkołach, są jednak “Orationes” (Mowy) Drakonika. Całe poświęcone były krytyce monarchii i systemu, jaki działał na Valhalli. Popierał on system p0lis surmeńskich, czyli demokrację i decentralizację. Princeps zdawał sobie sprawę z zagrożenia jakie mógł za sobą nieść ten orator, lecz dopiero gdy w ostatniej, jedenastej mowie Drakonik zaatakował osobiście majestat Racjana II, podpadł pod paragraf i można było go skazać pomimo wpływów, jakie miała jego rodzina (Apfelbaumowie fjarscy). Nie został jednak widowiskowo stracony, lecz po cichu otruty w celi (plany wygnania Racjan uznał za zbyt ryzykowne). Jego mowy przetrwały dzięki jego uczniowi i kuzynowi – Pafranowi, który spisywał je po kryjomu i wywiózł do Urna, gdzie jego poglądy miały posłuch u zarządcy biblioteki oraz w ratuszu.

Następcą Racjana został jego syn, Karol, w 114 r. Natychmiast po śmierci poprzedniego princepsa wybuchło powstanie na terenach Słowian. Młody władca musiał poświęcić pierwsze dziesięć lat panowania na jego stłumienie. Nie szło mu to najlepiej, gdyż większość wojskowych generalizowała ten problem. Skutkiem były znaczące straty dla handlu, a przez to kryzys gospodarczy na Anatolii (nadprodukcja rzemiosła, które wymieniano na słowiańskie zboże i futra, a także inflacja, wskutek zaburzenia obrotu pieniądza). Odpowiedzią dworu były inwestycje ze środków publicznych na tamtym terenie, co w połączeniu z rozpoczęciem projektu awaryjnego Racjana II dot. Dolnogradu skutecznie wydrenowało państwową kasę, a także zmniejszyło popularność panującego. Kolejnym krokiem było podniesienie podatków, czego efektem była migracja części bogaczy, a także rebelie chłopskie. Wojsko ociągało się z ich tłumieniem (“woleli walczyć z kurami, babami i innym mieniem ruchomym aniżeli zarazą buntu” ~ Bolipius w liście do Sefaronika), co tylko potęgowało efekty kryzysu. Nawykli do chwały i potęgi poeci zaczęli nagminnie obrażać majestat władcy w swoich utworach, co wobec masowości zjawiska było niemożliwe do powstrzymania, mimo fali aresztowań. Szybko wokół kuzyna Karola I narosła duża opozycja, która, w kulminacyjnym momencie kryzysu, w roku 125, doprowadziła do wojny domowej. Nie przyniosła ona zmiany na tronie, wskutek rychłego zejścia konkurenta (z obecnych badań wynika, że na raka), jednak spowodowała znaczący spadek poziomu życia, a miejscami – klęski głodu. Uzdrowienie społeczeństwu miała przynieść wymuszona na princepsie reforma ustroju, polegająca na wprowadzeniu senatu złożonego z dwóch izb – jednej wybieralnej, drugiej – mianowanej. Tak się jednak nie stało, jak to w swoim testamencie przewidział Bolipius. Przyczyną była chęć wzbogacenia się na urzędach, co doprowadziło do plagi korupcji i przekupstwa senatorów. Karol próbował temu przeciwdziałać, wprowadzając krótkie kadencje i ograniczenia co do liczby reelekcji na te urzędy, ale silna opozycja (zwłaszcza wśród rodzin generalskich, obawiających się rozciągnięcia tych reform na wojsko) zmusiła go do wycofania się z tych pomysłów. Princeps został najprawdopodobniej otruty przez niezwykle niechętnych mu Apfelbaumów, i zmarł w roku 139. Potomni nie zapamiętali go zbyt dobrze. Jego głównym problemem był zbyt słaby charakter, ale nie da się ukryć, że musiał udźwignąć problemy narastające od końca rotryjskiej okupacji.

W związku z brakiem potomka, dziedzicem, a zatem nowym princepsem, został syn Sefaronika – Optymon. Został on wykształcony przez bliskiego przyjaciela jego ojca – Bolipiusa, dlatego też od początku panowania energicznie zabrał się za naprawę błędów poprzednika. Zlikwidował on, po ugruntowaniu swej pozycji i zyskaniu poparcia u rodu Apfelbaumów, senat, a także opodatkował wszystkie grupy społeczne jednolitą stawką (pozostawiając jednakże luki w prawie, dające korzyści jego zwolennikom). Szybko zlikwidował również zagrożenie w postaci zwolenników Drakonika poprzez zmianę prawa i osadzenie ich w więzieniu za obrazę majestatu Karola I. Jako nowy władca miał wystarczające poparcie społeczne, by uczynić taki krok. Następnie wdrożył reformy wojska, z konieczności bardzo powolne, których celem była stopniowa wymiana kadr.

Gospodarka Bialenii nadal zmagała się z kryzysem czasów Karola I, lecz dzięki równemu opodatkowaniu oraz zlikwidowaniu zagrożeń, a także parcelacji majątków osadzonych, podźwignęła się z kolan. Wznowiono handel z Rotrią i Surmenią, zaniechany podczas rządów poprzednika. Problemy Anatolii rozwiązano, wykorzystując wolne środki na przepchnięcie tamtejszych towarów eksportowych do Brodrii oraz nowoodkrytej Teutonii zamiast na tereny słowiańskie. Pozwoliło to zminimalizować skutki kryzysu bez wykorzystania do tego armii (co dodatkowo zmniejszyło wpływy rodzin wojskowych).

W 148 roku wojewoda Słowian, Sędziwój oraz wódz Celtów – Uppheim wszczęli powstanie przeciwko Optymonowi. Nie było ono jednak zorganizowane na taka skalę jak to przeciwko Karolowi, wskutek zubożenia tamtejszych terenów (które były gospodarczo praktycznie uwiązane do łańcucha kupców z zachodu Anatolii). Dzięki reformie struktur wojskowych szybko skonsolidowano armię pod wodzą Politrusa (z uwagi na dalsze trwanie tej reformy – dowodził mając niższy stopień oficerski) oraz Optymona osobiście i wydano bitwę nad dzisiejszą Nanderówką, pod Argon. Bitwa zakończyła się sromotną klęską tubylców, mimo zastawionej przez nich pułapki – głównie dzięki geniuszowi taktycznemu Politrusa, który poprosił Optymona o przejście brodem w górze nurtu swoim oddziałem jazdy, który oskrzydlił Słowian i Celtów. Gdy kawaleria związała ich walką – Politrus zaatakował resztą legionu poprzez płyciznę. Według legendy w trakcie bitwy Optymon był bliski ścięcia głowy Uppheimowi, jednak nie zrobił tego, gdyż anioł go zatrzymał. Rzeczywiście – po bitwie zaprzestał prześladowań chrześcijan, które popierał jego nauczyciel. Niedługo później dwóch wodzów złożyło sztandary przed Optymonem i wbrew “tradycji” nie wysłał przywódców plemion do Nilfgaardu, aby ich stracić, ale darował im życie, odbierając jednak wszelkie posiadłości. Przez resztę swoich dni obaj wodzowie żyli w Carnuntum, na koszt tamtejszego ratusza. Princeps, wiedząc, iż dalsza autonomia może jedynie spowodować bunty, rozpoczął pełną bialenizację barbarzyńców. Akcja ta powiodła się tylko częściowo, aczkolwiek Słowianie i Celtowie rzeczywiście zaprzestali buntów (poza okresowymi głodowymi).

Stara gwardia generalska w 153 roku próbowała wymusić na princepsie wyprawę na Gothikę. Optymon zdawał sobie sprawę z bezsensowności pomysłu, jednak jak podaje Politrus w swoich “Zapiskach” – “Princeps odpowiedział im tak: ‘[…]chcecie wyprawę? Weźcie najemników, zbierzcie śmiałków i szukajcie statków. Jeśli Wam się uda, darowuję Wam całą Gothikę w posiadanie i wstrzymam reformy – jeśli nie, zapłacicie jako podatek dwukrotność kosztów oraz przyspieszę reformy.’ i tak też rzucili się za morze.” Po kryjomu wysłał do punktu rekrutacji najlepszych szpiegów i morderców, których ze względu na niedobór ludzi z takimi umiejętnościami, jakimi się legitymowali, przyjęto do załogi z pocałowaniem w rękę. Od początku wyprawy “stara gwardia” dziwiła się wszystkim “nieszczęśliwym zbiegom okoliczności”, jakie ich spotykały. Od dziurawych okrętów, przez zatruty prowiant, aż po zabójstwo jednego z generałów. Gdy dotarli na miejsce, spotkali na ich drodze nieobsadzone miasto, wręcz wyludnione (nie wiedzieli, że wysłannicy Optymona przekazali ich plan działania miejscowym władzom). Gdy osadzili w nim garnizon i zreorganizowali siły, okazało się, że wśród żołnierzy wybuchła zaraza. Jedyny zdrowo myślący dowódca – Dogat, po przekazaniu swoich przypuszczeń o sabotażystach princepsa (których generalicja nie słuchała), zmarł w tajemniczym wypadku. Ostateczną klęskę wyprawie zadali sami żołnierze, którzy zorganizowali tajne stowarzyszenie, oraz wypłynęli na wszystkich statkach na Bialenię, pozostawiając większość swoich dowódców na pastwę Gothijczyków. Ci skwapliwie ich wyłapali, po czym zmusili ich rodziny do zapłacenia wysokich okupów. Zgodnie z obietnicą, Optymon pobrał powiększoną opłatę i przyspieszył reformowanie armii. Rodzinie Dogata potajemnie zapłacił duże odszkodowanie.

Skompromitowani dowódcy zostali za ogólną zgodą odesłani na swoje włości i odwołani ze swoich stanowisk (zachowując jedynie formalną tytulaturę i uzyskane ordery). Po zakończeniu reformy wojska, której kulminacją było podzielenie kraju na okręgi wojskowe (tzw. temy), które miały wystawić ustanowioną przez princepsa ilość kohort, która to była oceniana na podstawie spisu powszechnego. W celu zapobieżenia nadużyciom na tym polu, spisujący wywodzili się z rodzin dworskich, jak również postanowiono ograniczyć liczebność ludności luźnej przez wprowadzenie przymusowej służby wojskowej za publiczne żebractwo (w praktyce wiązała się ona z wykonywaniem czynności sanitarnych w koszarach). Zdając sobie sprawę z problemu, jaki stwarza korupcja, Optymon wprowadził za to przestępstwo karę śmierci. Wprowadził również kadencyjność urzędów – na danym stanowisku można było być tylko przez rok, oraz nie można było pochodzić z regionu w którym piastuje się urząd lub sąsiadującego. Wprowadziło to niezwykłą rotację w urzędach państwowych i zniwelowało gromadzenie w jednym miejscu fortun.

W 160 roku Optymon miał wypadek podczas jazdy na koniu – zwierzę nagle zatrzymało się w cwale (prawdopodobnie na widok wilka), a princeps, nieszczęśliwie rzucony, przebił sobie pęcherz i zmarł kilka dni później w męczarniach. Następcą został jego syn, Racjan III. Zgodnie z zaleceniami ojca, został wychowany przez Politrusa, który nie zdołał jednak zmienić jego charakteru, co poskutkowało tym, że został “największym bufonem” w historii Bialenii (podobno przez całe życie nie przyznał nikomu racji), jednak nie można było mu odmówić talentu taktycznego i strategicznego, równie wielkiego jak jego duma.  Dzięki małżeństwu z Julią Apfelbaum zabezpieczył pozycję w państwie, potrzebną mu do rozpoczęcia wojny z Rotrią. Podpisawszy sojusze z bialeńskimi państwami na Gothice i Wurstlandii, wyruszył, prowadząc ze sobą trzydziestotysięczną armię. Jako pretekst podał kontynuowanie dzieła Racjana w wyzwalaniu od “rotryjskiej okupacji”. Desant na Orientyce wysadził na Wyspach Atlantydy i tamtejszym wybrzeżu. Na naczelnika tego terenu wyznaczył jednego ze swoich doradców, Roztoka (wedle anegdoty zrobił to dlatego, że ów był najbardziej sceptyczny co do wyprawy). Następnie terenami obecnej Pięciopolski i Elderlandu skierował się w kierunku ziem rodzimych Rotryjczyków, nie przegrywając po drodze żadnej bitwy (jak się przechwalał, więcej żołnierzy stracił przez wypadki przy plądrowaniu tamtejszych wsi, niż w starciach z zepsutymi korupcją rotryjskimi prokonsulami). Gdy dotarł do celu, otrzymał dość nieoczekiwane wsparcie od Surmeńczyków (dotychczasowych sojuszników Rotrii), którzy otworzyli drugi front na zachodzie, dzięki czemu Racjan III został całkowicie odciążony (choć wsparcie to ograniczało się do rabowania pogranicza i okazjonalnie nieco głębiej położonych ziem). Po zdobyciu i spaleniu stolicy przeciwnika Racjan ogłosił się wcieleniem Wszechstwórcy. Następnie zadecydował o powrocie do kraju, celem “okazania mu przez rodaków należytej chwały” (tłumaczył także, że i tak “tych głupców” pobije bezproblemowo później). Problem pojawił się podczas powrotu, gdyż wcześniej użyta ścieżka była spustoszona. Zdecydowano się iść przez Żuławy Rzeżusze. Na tamtejszych terenach bardzo dokuczały wojakom Racjana napady rabunkowe tubylców. Wielu z nich zginęło przez to. Po drodze zatrzymali się w Świątyni Portalu (ponoć mającej połączenie z innym światem), gdzie Racjan otrzymał pewien dokument, “zawierający żywoty wielkich ludzi z innego świata”, którym wzgardził, uważając się za lepszego od nich. Po dotarciu do punktu wyjścia okazało się, że łodzie, którymi przypłynęli, zostały zniszczone, a powołany naczelnik dawno już zginął. Rozważono wynajęcie statków od Surmeńczyków, ale ostatecznie (po słonych cenach) wypożyczono je od miejscowych kupców.

Po powrocie do domu i oddaniu armii połowy z tych łupów, które pozostały, Racjan III rozpoczął megalomańskie projekty wychwalające jego samego. W Dolnogradzie postawił łuk triumfalny i swój pomnik ze szczerego, litego złota, a później dobudował wokół nich pozłacaną świątynię (żaden z tych zabytków nie zachował się do dziś – już za życia Racjana były one piłowane przez różnych amatorów łatwego zarobku). W każdym większym mieście nakazał postawić marmurowe pomniki przedstawiające siebie, każdy w innej pozie. Resztę “swojej działki” “przepuszczał” na rozmaite zbytki, dlatego też dość szybko zaczęło mu brakować środków. Próbował temu przeciwdziałać, psując monetę, ale to zadziałało wyłącznie na krótką metę. W końcu został zamordowany, po ledwie 12 latach od objęcia tronu, umierając bezdzietnie i niezbyt chwalebnie (podstawiona prostytutka zepchnęła go z balkonu jego pałacu). Po jego śmierci prawa do tronu zgłosiło kilkoro jego kuzynów i kuzynek (łącznie osiem osób), co doprowadziło do wojny domowej.

    Głównym kandydatem do tronu, popieranym przez mieszczaństwo Klume i południowej Lahazydii był Ernest, najdalszy powinowaty Racjana III, co spowodowało podważanie jego roszczeń przez kapłanów, w tym samego nariepa, bialeńskiego pontifexa maximusa. Pomimo zebrania naprawdę potężnych sum na koncie, pobierania mimo woli chłopstwa całych plonów żniwnych i zebrania w kraju najemników z Surmenii, Rotrii, a nawet całych brodyjskich władyków, wraz z rodzinami i całym majątkiem ruchomym, to wciąż budził niezadowolenie wśród ludności, na co nie mogły nawet pomóc obiecane przywileje dla miast, w tym całkowite zmniejszenie udziału cesarskiego w mytach. Doprowadziło to ostatecznie do szybkiego obalenia jego “rządów” przez Publiusza, książątka władającego ziemiami nad Cieśniną Bialeńską. Najemnicy, którym dano większą niż wcześniej zapłatę, bez problemu obrócili się przeciw wcześniejszemu pracodawcy, a Brodyjczycy, którym to przyobiecano nadanie ziem na Anatolii, równie chętnie przystali na ofertę Publiusza. Jednakże, niezadowolona z jego wstąpienia na tron była biedota miejska, której zabrał tradycyjne darmowe posiłki i kawę. Pomimo zapewnień, że przywróci je, gdy tylko upora się z początkowym zamieszaniem organizacyjnym, nie dostał kredytu zaufania. Wedle relacji Jaśkoniusa, ówczesnego kronikarza carnuntijskiego, został zabity przez wrzucenie z wielką siłą filiżanki po kawie przez jednego z przechodniów podczas przemowy publicznej (uważał takie wydarzenia za najlepszy sposób na uspokajanie ludu). Nieszczęsny kubek trafił w skroń.

Na drugim krańcu Pryncypatu, w odległej Lumii (odbudowanej, ale nie osiągającej oczywiście dawnej świetności), siostra Publiusza – Felicyta, przejęła władzę, w sposób dawno znanego podstępu. Zebrała kilku przyjaciół, uderzyła nimi na całkowicie niebroniony ratusz i zmusiła namiestnika, przynajmniej formalnie sprawującego obowiązki w imieniu nieżywego cesarza, do oddania jej pełni władzy. Całkowicie zaskoczony takim zachowaniem ze strony kobiety, namiestnik nie stawiał oporu. Tym bardziej zaskoczyła wszystkich nagła mobilizacja. Oczywiście, w takiej sytuacji musiały odezwać się dawne tradycje, i kapłaństwo w Numbres zaczęło kombinować nad uzyskaniem autonomii od reszty państwa. Nariep Ichtiomantus VIII wykorzystał lokalne walki pomiędzy miasteczkami na północy kraju i powołał ex nihilo państwo kapłanów. Formalnie, jedynie “zaprowadzał porządek” do czasu ustania walk, w praktyce miał nadzieję na powrót do stanu rzeczy sprzed wielu wieków.

Po serii krótkich, acz skutecznych najazdów, cały wschód Anatolii został zjednoczony przez Felicytę. Pojawiły się jednak pewne trudności – głównie ze strony Słowian, którzy opierali się do ostatniego woja. Celtowie, dla kontrastu, “byli pod wrażeniem” i podporządkowali się – żeby możliwie uniknąć zaangażowania się w walki (żaden z wojaków Felicyty nie osiągnął granic ich posiadłości, zaś sama księżniczka nie była zbyt zainteresowana usługami “dzikusów ścinających głowy”).  Na zachodzie, w Carnuntum, tradycyjnym ośrodku władzy anatolijskiej, Moritius zjednał sobie biedotę i patrycjat, uwalniając spod władzy cesarskiej monopol na przewóz towarów przez morze. Spowodowało to jednak frustrację Brodryjczyków, bo wiązało się ze znaczną podwyżką cen zboża, jakie kupowali z Anatolii. Część z brodryjskich rodów wyjechała wtedy z powrotem na kontynent. Frustracja kuzyna z Lahazydii jednak nie uniemożliwiła Moritiusowi pochodu na wschód, gdzie chciał podporządkować sobie Felicytę. Nie doceniał jej jednak, więc zabrał ze sobą małe siły. Słusznie zrobił – pułapka, którą wymyśliła na trasie pochodu, okazała się nieskuteczna, i szybko “pani całego wschodu” stała się jego poddaną, choć na większości obszaru jej dawnych rządów władza Moritiusa była fikcją.

Jego rządy nad większością Anatolii nie potrwały długo. Jonasz, zajmujący terytoria okolic dzisiejszego Port Arthurberg (przejął też drugi brzeg cieśniny po Publiuszu), czujący zagrożenie ze strony swego północnego sąsiada, w akcie desperacji, wyzwał go na pojedynek. Co więcej, w Urnie pojawiła się jeszcze jedna osoba z roszczeniami do tronu – prawnuczka Sefaronika, Hinta. Szybko jednak została zgładzona przez swoją siostrę – Rechsę, w sposób całkowicie niekonwencjonalny. Gdy Hinta przechadzała się pasażem nad rzeką, Rechsa popchnęła ją, lecz nieszczęśliwie, złapała się jej materiałowej sukni. Jako, że obie nie umiały pływać, ich żywot zakończył się dość marnie. Rechsa stała się w sztuce symbolem zgubnych konsekwencji zdrady.

Jedną z ostatnich pretendentek była Eligia, zarządzająca kilkoma lodowcami oraz jeszcze mniejszą ilością wiosek w górach Anatolii. Podczas chaosu powstałego w wyniku starć wojsk wiernych Moritiusowi i tych popierających Felicytę postanowiła wyjść w pole, by porządzić kimś więcej niż grupką ajseńskich górali i celtyckich drwali. Jako, że lokalni watażkowie postrzegali ją jako “swoją”, ta wykorzystała ten fakt, zapraszając ich na ucztę w jednej z wiosek – Ajsenordobrzu. Korzystając z manewru stosowanego tradycyjnie przez niezliczonych z jej przodków, dosypała do napitków gości (głównie źródlanej wody, z braku czegokolwiek innego, zwłaszcza tak powszechnych w innych rejonach ziaren kawy) nieco trucizny. Obwiniła za to jakiegoś losowego kucharza. Efekt był prosty do przewidzenia – Eligia zajęła większość anatolijskich gór. W przeciwieństwie do Felicyty, nie wahała się sięgnąć po siły ludów żyjących po zachodniej stronie łańcucha. Szybko zebrała armię górali i ruszyła w kierunku obozujących w lasach pod Kommonią wojsk Moritiusa. Wiedząc, że próba złapania go w pułapkę na polu bitwy nie ma większych szans na powodzenie, Eligia wysnuła plan. Zatrudniła do współpracy wszelkie słowiańskie, celtyckie, i wyglądające na takie prostytutki, jakie mogła znaleźć w Kommonii, oraz kazała swoim ludziom nazbierać grzybów. Te bowiem były stosowane w tych dwóch kulturach tradycyjnie jako afrodyzjaki. Plan zakładał podesłanie cór Koryntu do wrogiego obozu, wyposażając je w mieszankę grzybów faktycznie używanych do pobudzenia oraz grzybów trujących. Wojacy Moritiusa dali się na to złapać. Niewielu wprawdzie zmarło, jak optymistycznie przewidywała to druga strona, ale ich zdolności bojowe po skorzystaniu z usług podstawionych pań w oczywisty sposób zmalały.